Dziś coś o grach! I to nie byle jakich.. o takich, na których widok nadal kręci się łezka w oku, grach które wielu z nas pamięta do tej pory pomimo upływu czasu, dzięki niejednej z nich mamy wyciętych kilka godzin, tygodni a nawet i miesięcy z życiorysu.

Przyznaję się bez bicia, że u mnie był to Fallout! Cudowny świat przyszłości w klimacie post apokaliptycznym, moje ulubione cRPG! Pamiętam przemierzanie pustyń, kompanów podróży, którzy postanowili przemierzać ten świat razem ze mną, pip boy-a i stimpacki! Nadal z czułością wspominam bezdomnego psa o wdzięcznym imieniu Ochłap, który spacerował ze mną i butnie atakował wrogów. Za każdym razem kiedy ginął w walce, obojętnie jak daleko bym nie zaszła w grze, klikałam na wczytanie poprzedniego stanu, kiedy był jeszcze ze mną, i tak w nieskończoność 😀 Ach, ten urok wyłamywanego zamka w szafce, okradania pijaka w barze z nutą adrenaliny, żeby się nie zorientował i nie próbował nas zabić! W barze oprócz okradania czy też handlu można zamówić piwko i skorzystać z kobiecych usług, jeśli ktoś chce 😀
I misje! Wiele różnorakich misji, nie pozwalających graczowi na nudę. Chciałam tylko jeszcze wspomnieć, że ukazało się kilka części tego dzieła i każdą uwielbiam równie mocno, aczkolwiek wiadomo.. do pierwszej mam największy sentyment, co nie oznacza, że pozostałe straciły na klimacie czy grywalności! Są równie wspaniałe i można wracać do nich w nieskończoność.

fallout
Kolejną grą jest produkcja firmy Bullfrog – Theme Hospital. Wielu z nas marzyło o zarządzaniu, budowaniu i kontroli własnego biznesu. A jeśli lubiliście klimaty szpitali, lekarzy – tytuł idealny! Przyznam szczerze, że do tej pory czasem w ową produkcję gram, niedawno była w prezencie od Origina jako darmowa gra, grzechem było nie skorzystać. Theme Hosiptal jest wciągającą strategią, w której wcielamy się we właściciela szpitala. Budujemy gabinety, czasem nawet śmieszne do zmniejszania głowy pacjenta – ukłuciem wielkiej igły, wszak produkcja okraszona jest dużym poczuciem humoru i dystansem, w odróżnieniu od naszej służby zdrowia ;). Ponadto dbamy o zatrudnienie personelu. Werbujemy ludzi od recepcjonistki aż po woźnego, który biega po szpitalu jak chomik na LSD, naprawiając maszyny, podlewając kwiaty, sprzątając wymiociny, skóry po bananach i śmieci /jeśli mamy za mało koszy to ludzie śmiecą!/ a czasem romansując w Staff Roomie z pielęgniarkami. Dbamy o to, aby nasi pacjenci mieli gdzie spocząć w oczekiwaniu na swoją wizytę, zapewniamy im gazety, automaty z batonikami i napojami, a także ważne jest aby otoczenie było przyjazne! W tym celu możemy dekorować ściany, zazieleniać szpital kwiatami, cieszyć ich oko fontannami.
Gra jedyna w swoim rodzaju! Kilka lat później wyszła produkcja firmy Codemasters Software – Hospital Tycoon, ale jak dla mnie nie sięga powyższemu tytułowi nawet do kostek, choć nowsza i grafika ładniejsza. Grywalność jednak słabsza, takie moje obiektywne zdanie.

theme hospital
Następna z produkcji wspaniałych i nie zapomnianych jest gra z Larą Croft na czele głównym. Zapewne już wiecie, iż chodzi o Tomb Raidera, który wydany został w 1996 roku. Piszę o tym dlatego, iż 17 lat później wyszła kontynuacja o tym samym tytule. Wcielamy się w Larę, panią archeolog  która zwinnie przemieszcza się po starożytnych tunelach i katakumbach, szukając magicznych przedmiotów i artefaktów. Jej wrogami są zwierzęta /w najnowszej części są to już ludzie, taka ciekawostka/ wdzięczne niedźwiadki, nietoperze, wilki a nawet i dinozaur jakiś się przytrafi. 😉 Jednak nasza bohaterka nie musi się ich obawiać, nosi przy sobie broń; Uzi, shotgun czy magnum, do wyboru do koloru.
Nowa część sporo różni się od poprzedniczki – przede wszystkim na pierwszy rzut oka widać piękną grafikę, szczegółowe modele każdej z postaci, animacje niczym filmowe, a także cudowne widoki. W nowej części świat jest duży i otwarty, brak liniowości, mnóstwo mniejszych lokalizacji. Postać Lary możemy rozwijać dzięki punktom umiejętności, a sama bohaterka może tworzyć różne, użyteczne w dalszej drodze przedmioty. Wersja z 2013 roku jak widać została ulepszona i wzbogacona, aczkolwiek moje pierwsze wrażenie po włączeniu: „rany to na prawdę ten sam Tomb Raider?!”, czegoś mi jednak zabrakło, poczułam delikatną nostalgię na myśl o starszej produkcji. Jednakże nowa wcale mnie nie wystraszyła, po prostu jest czymś nowym i nieco innym. Niebawem będzie miała premierę kolejna część Rise od the Tomb Raider, na którą czekam i po cichu liczę, że mnie pozytywnie zaskoczy.

tomb
The Sims, któż nie znałby tejże produkcji? To była prawdziwa rewolucja na rynku gier, pierwsza tego typu gra! Sandbox – czyli świat który odkrywamy w sposób dowolny, nic nas nie ogranicza, brakuje również liniowości rozgrywki. Gra, która nigdy się nie kończy, aczkolwiek po jakimś czasie chyba trochę…nudzi! Ale.. zanim się znudzi stworzymy swoją postać; singla, rodzinę, współlokatorów, kochanków – dowolnie. Najlepiej niech mają nasz ulubiony kolor włosów, oczu. Jakieś fajne ciuszki i dodatki – okulary, bransoletki. Wybudujemy piękny dom; możemy zacząć od fundamentów, albo zakupić gotowy do umeblowania, pomalowania/wytapetowania. Jak już się urządzimy należałoby poznać sąsiadów, zawszeć jakąś przyjaźń, przeżyć gorący romans, albo solidnie się z kimś znienawidzić, w końcu to też część życia! Szukamy pracy, w której zawsze można awansować, rozwijać się. Ewentualnie możemy siedzieć w domu, mając pracującą drugą połowę, tudzież grając na kodach. 😀 Możemy zrobić sobie dzieciątko i patrzeć jak rośnie na naszych oczach, a rośnie zdumiewająco szybko! Urządzamy imprezy, zdmuchujemy świeczki z urodzinowego tortu, jakże wspaniale! Swoją drogą mnie wielką radość sprawiało topienie simsów w basenie, z którego zabierałam drabinkę albo zamurowywanie ich w pomieszczeniu bez drzwi i okien, aż przyszła śmierć głodowa. I wiecie co? Wielu z moich znajomych miało podobnie, psychopatyczne zapędy. 😀 Nowsze wersje, z milionem dodatków nie bawią już tak jak pierwsza. Sięgam po nie z ciekawości, albo jak są dostępne gdzieś za psi grosz. Choć nie powiem.. w zeszłym roku nad częścią trzecią siedziałam godzinami – chyba zatęskniłam!

sims 1

simsy dziwno
Bardzo lubiłam Duke Nukem 3d strzelankę, która okraszona była sporym poczuciem humoru, powiedzonka typu: „Your face, your ass… what’s the difference?” na pewno są na to dowodem. Nawet wczoraj ją odpaliłam i zagrywałam się z radością. Jakiś czas temu była w paczce Humble Bundle za cenę minimalną 1$ wraz z kilkoma innymi tytułami. Gra została wydana również w 2D, ale mówiąc szczerze grałam w nią może dwa razy, bez większej chęci powrotu. W kontynuacji nasz bohater przemierza kolejne plansze walcząc z przybyszami z kosmosu, mafią, a jeśli ktoś go wkurzy rzuca po prostu soczyste: „I’m gonna get medieval on your asses!” tudzież „Eat shit and die”. Duke jest dobrze wyposażony (sic!) w kilka rodzajów broni, moją ulubioną był zawsze Shrinker, zmniejszający przeciwników, których Książę zadeptywał 😀 Oprócz tego dostępny jest Shotgun, wyrzutnia rakiet, a nawet bomba laserowa przyklejana na ścianę i kilka innych cudów, pośród których każdy znajdzie coś dla siebie. Na grę składają się cztery kampanie, każda z nich nasycona łamigłówkami, szukaniem kluczy, kart magnetycznych. Oczywiście nie zabraknie też tajnych skrytek z bronią czy to innymi klejnotami oraz strasznych bossów, którzy jednak nie są straszni bohaterowi, bo jak to mawia: „I’ve got balls of steel!”. Więc jeśli lubicie tego typu gry polecam sięgnąć jak najszybciej,bo jak to Książę mówi: „What are you waitin’ for? Christmas?„. Dla zainteresowanych; w 2011 roku wyszła kontynuacja gry: Duke Nukem Forever, aczkolwiek jak dla mnie totalna porażka, zupełnie się w niej nie odnalazłam, straciła na klimacie i grywalności..spędziłam nad nią maksymalnie godzinę i więcej nie chcę!

duke nukem

W tym zestawieniu nie mogłabym pominąć świetnej bijatyki Mortal Kombat! Pierwszą styczność z tym tytułem miałam na Amidze, ach jakież cudownie walczyło się ja joysticku! I wykonywało te wszystkie brutalne i krwawe fatality; ileż emocji budziło szybkie i prawidłowe naciskanie klawiszy, żeby niczego nie zepsuć! Joystick prawie się kopcił! Jeśli macie ochotę, tutaj TOP 10 Fatality: https://www.youtube.com/watch?v=GKJi3lC31ws 😀
Mogliśmy wybrać jedną spośród siedmiu postaci; moją ulubioną był Sub-Zero, lodowy wojownik ninja potrafiący zamrozić przeciwnika, wystrzelić z lodowej kuli, ewentualnie zrobić ślizg na lodzie po to by zaatakować rywala. Miał też ładne niebiesko – czarne ubranie i zawsze wyglądał mi na tajemniczego gościa.
Tytuł polecam ludziom, którzy mają zły dzień, których wkurzył szef tudzież szefowa, chamski klient czy marudzenie żony za uchem – pomaga uwolnić emocje i rozładować napięcie trudnego dnia! Jeśli zaś przeraża Was piskelowata grafika to warto sięgnąć po najnowszą część z 2012 roku: Mortal Kombat Arcade Kollection, bo jest równie dobra i grywalna co poprzedniczki!

mkk

Jedną z ulubieńszych strategii jest The Settlers 2, nad którą spędziłam bardzo dużo czasu. Nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu, gdyż znajdują się w nim te produkcje, które wspominam jak najlepiej. I do których chętnie wracam. O grze nie będę się tutaj rozpisywać gdyż pisałam o niej na blogu już jakiś czas temu, jeśli ktoś ciekawy to zapraszam: https://andziorka.wordpress.com/2010/04/16/the-settlers-ii-veni-vidi-vici/ . Kontynuacje Settlersów były również całkiem niezłe i grywalne, ale klimat części drugiej jest chyba nie do podrobienia!

settlers 2

Disney’owskie platformówki również zapadły mi głęboko w pamięć. Mam dwie ulubione: Alladyn i Król Lew. Fabuła owych gier nawiązuje oczywiście do bajki. Postacie są bardzo ładnie narysowane, plansze kolorowe, a w tle słychać przyjemną muzyczkę zagrzewającą do rozgrywki. Obydwie gry składają się z kilkunastu etapów, w których oczywiście znajdziemy wszystkie kluczowe elementy klasycznej platformówki, takie jak walka, skakanie, zbieractwo przedmiotów. W Królu Lwie zbieramy na przykład robaki regenerujące energię,  z kolei w Alladynie jabłka, które jednocześnie są naszą bronią przed przeciwnikiem. W każdej z nich czekają na nas liczne przeszkody i przeciwnicy, jednakże sprytne i zwinne postacie doskonale sobie z nim poradzą; czy to za pomocą broni; czy skoków. Dzięki tym produkcją choć na chwilę możemy przenieść się do czasów dzieciństwa i zapomnieć o otaczającym nas świecie. Kilkanaście lat temu dawały mi mnóstwo radości, lubiłam idealnie dopasowaną muzykę, różnorakie plansze i to, że wciągały na długie godziny!

alladyn
króóól
Amigowa Dyna Blaster niejednemu pewnie skradła serce swą prostotą, a zarazem dużą grywalnością. Pomyśleć, że bieganie i podkładanie bomby będzie taką frajdą i rozrywką, a jednak! Biegamy w śmiesznym, iście kosmicznym ubranku i podkładamy bomby tak, aby wyeliminować przeciwników oraz znaleźć wyjście z planszy. A wyszukujemy je w prosty sposób – detonując murki, czasem znajdujemy dzięki temu jakieś dodatki, np. większa siła rażenia bomby, kilka bomb podkładanych pod rząd. Wszystko to, aby uwolnić porwaną ukochaną! Żeby nie było tak łatwo mamy limit czasu na przejście każdej z plansz, adrenalina fajna sprawa! Świetną opcją była możliwość gry w kilka osób na jednym komputerze, rozrywka wśród rodziny czy też znajomych zapewniona! Polecam włączyć na imprezie – wspaniała odskocznia od napojów wyskokowych.. i hasło „rozerwijcie się” nabiera przy tym całkiem innego znaczenia. 😉

dyna blaster

Turową strategię Heroes of Might and Magic III zna chyba każdy z was, prawda? Akcja toczy się w fantastycznej krainie Erathia, w której odkrywamy nowe terytoria, walczymy o nie z wrogiem, zbieramy pod drodze skarby i surowce potrzebne do rozbudowania naszego pałacu. Świetną rozrywką jak dla mnie jest rekrutowanie własnej armii, którą później możemy zaatakować zamek wroga. Nasi „rycerze” są iście egzotyczni, bo może to być cyklop, jaszczuroczłek, bazyliszek czy też gryf. Nie zabraknie również wojska złożonego z ludzi; łucznik, pikinier czy też halabardier. Bitwy są świetnie skonstruowane, podoba mi się ich turowość, bo gdyby nagle wszyscy rzuciliby się w swoim kierunku panowałby rozgardiasz na planszy, a tak grzecznie i kulturalnie zadajemy sobie kolejne ciosy. 😀
Mapy zawsze były duże, było się po czym przemieszczać i za każdym razem odkrywając nowe zakamarki odczuwałam ekscytację i dreszcz adrenaliny – co odkryję, jakie surowce znajdę i kogo spotkam na swej drodze. A na mapie zawsze czekało wiele niespodzianek!

heroes might and magic III
Tank 1990 to mój ulubiony tytuł na Pegasusa! W grze wcielamy się w… czołg, rany jak to brzmi! 😀 Ekhm.. zacznę jeszcze raz! W grze sterujemy czołgiem i naszym zadaniem jest pilnowanie przed ostrzałem orzełka i wyeliminowanie innych, atakujących nas czołgów. Gra jest prosta, nieskomplikowana, dobra na tak zwane odmóżdżenie, kiedy nie chce nam się myśleć i chcemy zafundować naszemu mózgowi chwilowy spokój. Jednocześnie ma w sobie coś, co piekielnie wciąga.. czołgi poruszają się swobodnie i szybko po planszy, świecą jak błyskotki, wypuszczają powolne strzały i trzeba dobrze wymierzyć, aby trafić nią wroga. Ale kiedy już się trafi – satysfakcja jest podwójna! Jeśli ktoś ma ochotę to w Tanki można popykać online, o tutaj: http://gahe.pl/grypegasus,10297,Tank-1990-Battle-City.php. Dodatkowo znajdziecie tu jeszcze kilka fajnych tytułów na Pegasusa.

tank 1990
Jedną z lepszych dla mnie gier strategicznych polegających na budowaniu miasta jest bez wątpienia SimCity 2000. Produkcja trochę inna niż poprzedniczki, przede wszystkim już w trójwymiarze, co wpływa na możliwości, a także na samą grywalność. Oczywiście wcielamy się w burmistrza swojego nowo powstałego miasta. Zajmujemy się wszystkim – stawianiem nowych budynków; szkoły, muzea, parki, szpitale, więzienia, policja i wiele innych, handlem, rozwojem gospodarki. Wydawałoby się, że nic nas nie może powstrzymać od tych działań, że miasto powstaje, rozwija się i wszystko jest niezniszczalne. Jednakże nic bardziej mylnego gdyż pojawiają się również katastrofy; powódź, trzęsienie ziemi, pożary, a zaatakować nas może także UFO! Gra doczekała się kilku kontynuacji i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że każda w jakiś sposób wciąga i ma swój urok. W części o której pisałam grafika nie zachwyca, nie te czasy! Nawet mnie chwilami przeraża ta pikseloza na ekranie, muszę wytężać wzrok, żeby cokolwiek zobaczyć. Polecam zatem sięgnąć po nowsze części: Simcity 3000, Simcity 4 albo po prostu SimCity z 2013 roku. Dobra zabawa gwarantowana 🙂

simcity
W mojej notce nie może zabraknąć jeszcze dwóch ważnych dla mnie Pegasusowych dzieł! Mianowicie mówię o… Mario i o Contrze! Odmienne gatunkowo, jednak plasują się na wysokiej liście moich ulubionych z dzieciństwa.
Mario jak to Mario, każdy zna uroczego hydraulika z wąsem i jego brata Luigi. Każdy wie jaka była historia porwanej księżniczki przez złego smoka Kuppę. I wiemy jak to bohaterski Mario wyruszył, aby ją ocalić. Przebędzie kilka światów, między innymi moje ulubione piekiełko! Pokona kilka gatunków potworków, które staną mu na drodze. Ale czekają go również bonusy w postaci monet, grzybki powodujące rośnięcie oraz kwiaty zapewniające mu moc strzelania do przeciwników, co jest o wiele wygodniejsze niż skakanie na nich z góry. Nie wiem jak wam, ale ja często lądowałam obok tracąc życie. Do tej pory uśmiecham się na muzyczkę z gry i chyba wolę starsze wersje produkcji, nowe jakoś nie wywołują już na mnie takiego wrażenia.
Contra z kolei to zręcznościówka, w której poruszamy się barczystym niczym Rambo żołnierzem i likwidujemy przeciwników napotkanych na swej drodze. Oczywiście przy tym musimy unikać złowrogich kul i zachować życie, aby wykonywać kolejne misje i przechodzić na kolejne etapy, coraz bliżej świty wroga. A naszym przeciwnikiem jest pozaziemska cywilizacja zwana Czerwony Sokół. Po drodze zbieramy liczne bonusy, które zamieniają nasz karabin na przykład w kule ognia, strzał rozproszony albo laser. Ciekawą opcją jest rozgrywka dla dwóch graczy jednocześnie na jednym ekranie; nikt się nie nudzi, dwa pady, dwóch komandosów, podwójna siła!

mario

contra

Genialną, aczkolwiek dość wiekową produkcją jest Prince of Persia, która ma już 26 lat! Określamy ją mianem przygodowo – zręcznościowej. Wcielamy się w rolę mężczyzny, który ma za zadanie uwolnić księżniczkę z rąk Wezyra /ach, wszędzie te Księżniczki/. Gramy na czas co powoduje pewną adrenalinę i napięcie, mamy 60 minut na pokonanie 13 poziomów. Żeby nie było zbyt łatwo, po drodze możemy natknąć się na różne pułapki, między innymi kolce wychodzące z ziemi, zapadnie oraz na strażników, z którymi stajemy do walki na miecze. Do dnia dzisiejszego pamiętam odgłos zapadającej się podłogi, a raczej płyt chodnikowych. I to napięcie w środku „Aaaaaaaa ledwo co dałam radę je przeskoczyć!” i atakującego mnie od tyłu żołnierza, aż chciałoby się powiedzieć – „Cios prosto w serce” aczkolwiek.. to był cios w plecy, nie fair, nie po rycersku! PoP doczekała się kilku kontynuacji; ze znacznie lepszą grafiką w 3D, możliwością rozwoju umiejętności bohatera, rozbudowanym systemem walki. Kolejne części cieszą się dużą popularnością i mają dość wysokie noty co skłania do sięgnięcia po któryś z nowszych tytułów.

pop

Uffff… to właśnie 16 tytułów, które lubię, które zapadły mi w pamięć i do których mam wielki sentyment. Do większości z nich wracam aż do dnia dzisiejszego, mimo że dla wielu z was pewnie jest to trochę zabawne, wszak żyjemy w czasach gier graficznie przypominających produkcje filmowe. Są bardziej rozbudowane, więcej w nich możliwości, wyborów oraz przedmiotów. Jednakże ciągle odnoszę wrażenie, że starsze produkcje miały w sobie więcej magii i uroku czego często brakuje mi w tych nowych. Są bardziej grywalne, przyciągają na dłuższe godziny i rzadko kiedy nudzą, nawet mimo tego, że są prostsze. Może ich urok polega właśnie na owej prostocie? Młodsze pokolenie widząc taką Prince of Persię czy Contrę krzywi się i krzyczy „Co to za shit?! Jaka okropna grafika i kwadratowe postacie”, oceniana jest tylko szata graficzna, a jak wiadomo nie ona w całości zdobi produkcję, a przynajmniej nie zawsze. Choć niekiedy może być przyjemnym dodatkiem. Ludzi, którzy nigdy nie mieli przyjemności zagrać choć w jeden staroć strasznie mi szkoda, bo tracą świetną przygodę i zabawę! Wiele ze starszych produkcji doczekało się swoich kontynuacji, jednakże odnoszę wrażenie, że nie są one już tak samo dobre i wciągające co pierwowzór. Owszem, grafika jest wspaniała, postać możemy rozwinąć, mamy więcej broni i możliwości, aczkolwiek brakuje magii. Oczywiście nie tyczy się to każdego tytułu, czasem kontynuacja jest czymś dobrym choć nieco innym od poprzedniczki, aczkolwiek rozgrywka wciąga równie mocno i dalej czuć dawny klimat. Doskonałym przykładem jest tu Fallout, który w moim odczuciu wcale nie stracił swojego dawnego uroku. Cieszę się, że mogłam dorastać w czasach wszystkich tych pikseli, dyskietek, kartridży oraz joysticków z trzema przyciskami. Buduje to świetne wspomnienia i jest czymś co na pewno ukształtowało w pewnym stopniu mój graczowy charakter. A w przyszłości marzy mi się pokój gracza ze wszystkimi konsolami mojego dzieciństwa, żeby móc wracać wieczorami do czasów magii!

pokój gracza
Moi drodzy! A jakie są wasze ulubione gry dzieciństwa? Pamiętacie o tych produkcjach? Grywacie jeszcze czasem? Podzielcie się!

Reklamy